[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nalezć w świecie manipulacji, kłamstw i bezlitosnej walki
o przetrwanie.
- Ja już nic nie wiem - wyszeptała bezradnie i rozpła�
kała się jak dziecko.
Przez chwilę patrzył na nią zimno, wreszcie znienacka
przytulił ją do siebie i trzymał w ramionach tak długo, aż
się nieco uspokoiła. Zaprowadził ją potem do kuchni, wziął
jej torebkę, następnie wsiedli do samochodu. Sue było
doskonale obojętne, dokąd jadą. Nie zwracała też uwagi na
to, co Laszló mówił do telefonu, który miał w wozie. Kiedy
jednak znalezli się na jakimś pasie startowym, na którym
stała niewielka awionetka, stanowczo odmówiła dalszego
udziału w tej nocnej eskapadzie.
- Zabieram cię do domu - wyjaśnił ponurym tonem.
- Do domu? - zdumiała się.
WIZY PRZEZNACZENIA 145
- Do Anglii.
Potulnie dała się wsadzić do samolotu, gdzie siedziała
w stanie kompletnego odrętwienia przez całą podróż. Gdy
wylądowali w Exeter, Laszló wynajął samochód i zawiózł
ją do Widecombe. Pomógł jej wysiąść, znalazł w jej toreb�
ce klucz i otworzył drzwi. Zauważyła przy tym ze zdziwie�
niem, że jego dłoń drżała. Zapalił światło, nasłuchiwał
przez chwilę. W domu panowała cisza, widocznie pastor
Evans bawił jeszcze w zamku Huszarów na Węgrzech.
- %7łegnaj - powiedział krótko i zawrócił do samochodu.
Oprzytomniała w jednej chwili.
- Jak to?
Przystanął na chwilę.
- Czuję, że naprawdę nie mogę liczyć na twoją po�
moc. Trudno. Będę musiał poradzić sobie sam - powie�
dział z ogromnym znużeniem.
- Zaczekaj! - zawołała za nim.
Co robić, co robić? Przecież nie może go zawieść! A czy
może zawieść rodzinę? Tak zle i tak niedobrze. Jak przed
laty księżna, tak teraz ona musiała wybrać mniejsze zło.
Tylko co nim jest?
- Nie mogę czekać w nieskończoność, aż ty rozważysz
wszystkie za i przeciw. I tak wiem, jaka będzie twoja od�
powiedz. Dlatego zostawiam cię w spokoju, tak jak chciałaś.
Zpij dobrze, Suzanne.
Popatrzyła na oddalającą się sylwetkę i naraz zrozumia�
ła, że jeśli go więcej nie zobaczy, to jej życie przestanie
być cokolwiek warte. Bez namysłu pobiegła za nim.
- Zostań!
- Nie mam po co - mruknął ponuro.
Wiedziała, że musi go koniecznie zatrzymać. W jakikol
wiek sposób.
146 WIZY PRZEZNACZENIA
- Masz! Chcę, żebyś spędził tę noc ze mną - powie�
działa bez tchu, w ogóle nie bacząc na konsekwencje.
Zawahał się przez ułamek sekundy, po czym stanow�
czym krokiem podszedł do samochodu. Zdeterminowana
Suzanne dopadła go jednak, zanim wsiadł, zawisła mu na
szyi i obsypała jego twarz gorącymi pocałunkami. Z wy�
raznym wysiłkiem odwrócił głowę.
- Przestań...
- Ale ja cię kocham! - wyrwało jej się z głębi duszy.
- Nie!
Nie spuszczając z niego wzroku, zdjęła z siebie żakiet.
- A właśnie, że tak - mruknęła uwodzicielskim głosem.
- Nie bądz śmieszna - żachnął się. - Taka kobieta jak
ty mogłaby czuć coś do takiego drania, jak ja?
Zaczęła rozpinać bluzkę.
- Jestem dla ciebie za stary... - zaczął bez przekonania.
Ostatni guzik.
- Mam dwie córki... - powiedział cicho.
Zdjęła bluzkę.
- Wnuka... - dodał jeszcze ciszej, wpatrując się z za-
chwytem w kształtne piersi Sue, rysujące się pięknie pod
koronkową bielizną.
- Zaczyna ci brakować argumentów - stwierdziła z sa�
tysfakcją i przytuliła się do niego. - Dotknij mnie.
Po raz pierwszy, odkąd go znała, najwyrazniej stracił]
głowę.
- Przestań! Zrozum, nie wolno mi... Och, jesteś taka
cudowna... Nie! Opamiętaj się, co ty wyprawiasz?
- Doskonale wiem, co robię. Kocham cię i dlatego po-
mogę ci. Zostanę twoją kochanką, będziesz mógł ubić in-
teres z Vigadó. Masz rację, on się ugnie, gdy obiecasz, że
WIZY PRZEZNACZENIA 147
zostawisz mnie w zamian za zaniechanie publikacji. - Głos
jej się załamał.
Opuści ją... Gdy zaspokoi swoje pragnienie i ochroni
bliskich, nie będzie jej już dłużej potrzebował. Odejdzie
bez żalu. Serce ścisnęło jej się boleśnie. Nie, nie myśl teraz
o tym, powiedziała sobie w duchu. Co będzie, to będzie,
ale przynajmniej zostaną ci cudowne wspomnienia. Po�
znasz, jak to jest być z nim aż do końca...
- Suzanne... - Laszló wziął ją w ramiona i bez opa�
miętania całował jej spragnione usta, rozpaloną twarz, je�
dwabiste włosy... Zakręciło jej się w głowie i oparła się
o niego bezsilnie. - Nie, dziś jednak będziemy spać od�
dzielnie - zadecydował z żalem. - Przecież ty lecisz z nóg.
Rano pomyślimy, co dalej.
- Rano polecimy z powrotem.
Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Naprawdę chcesz mi pomóc i powiedzieć, że...
- Tak - odparła z mocą.
Zanim wyruszyli, Sue postanowiła zabrać go w swoje
ulubione miejsce na wrzosowiskach, skąd roztaczał się nie�
zapomniany widok. Pragnęła podzielić się z nim tym, co
kochała. Wokół rozciągało się falujące morze traw i fio�
letowych wrzosów, wśród których biegały z rozwianymi
grzywami dzikie konie. Słychać było jedynie cichy szum
rzeki i świergot ptaków.
- Taki tu spokój i cisza - powiedział z zachwytem
Laszló. -I poczucie swobody. W takim miejscu mógłbym
być szczęśliwy - dodał w zadumie.
Podniosła wzrok na jego oświetloną pierwszymi promie�
niami słońca twarz. Wiedziała, że do końca życia nie za-
148 WIZY PRZEZNACZENIA
pomni tej cudownej chwili i że zachowa ją w sercu na
zawsze.
- Tak bardzo cię kocham - szepnęła ze łzami w oczach.
Widziała, że mięśnie Laszló napięły się, jakby toczył
niewidzialną walkę.
- Czas na nas - oznajmił sucho.
Gdy po powrocie na Węgry zbliżali się do zamku, serce
w niej zamarło. Miała pokazać, że uwielbia Laszló do sza-
leństwa, lecz to zadanie nie przedstawiało dla niej naj�
mniejszej trudności. Wręcz przeciwnie, przyjdzie jej to tak?
łatwo, że niechybnie cała rodzina odwróci się od niej. Po�
tem on ją porzuci i zostanie zupełnie, ale to zupełnie sama.
Wielki Boże...
Kiedy tylko wysiadła z samochodu, wpadła wprost
w otwarte ramiona księżnej, która nie ukrywała radości na;
jej widok. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • thierry.pev.pl
  •