X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Apteka to by było coś dla ojca i Dolga. Musimy im
specjalnie urodziwi, owszem, zdarzają się i tacy, przeważ�
o tym jutro opowiedzieć - wtrąciła Taran.
nie jednak są dość pospolici.
- Cukiernia - zawołał Villemann przejęty. - Wiecie co?
Villemann skinął głową.
Myślę, że osiedlę się w tym kraju.
- Znajdują się tu reprezentanci wszystkich ras: biali,
- I dopiero teraz wpadłeś na ten pomysł? - chichotała
żółci, czerwoni i czarni.
Taran zaczepnie.
- Trafna obserwacja - przyznał Strażnik Słońca. - Nie
Spotykali inne pojazdy z pasażerami. Woznice pozdra�
przeprowadzamy żadnej selekcji.
wiali się nawzajem. Nowo przybyli przyglądali się wszy�
- Co to znaczy? - szepnęła mała Greta.
stkiemu coraz spokojniej. Podejrzliwość powoli ich opu�
- To znaczy, że nikogo się nie wybiera. Nie wybiera się
szczała.
na przykład najładniejszych i nie wyrzuca tych mniej uda�
- Zdaje mi się, że nie powinniśmy ich nazywać wozni�
nych - wyjaśnił Villemann.
cami - rzekła Taran. - Jak wy o nich mówicie?
- Więc ja mogę tu zostać?
- Kierowcy - odparł Strażnik Słońca. - To są kierowcy
Nieśmiałe pytanie dziewczynki wzruszyło go.
gondoli.
- Ależ oczywiście, zwłaszcza tacy jak ty, Greto, mogą
- Aha, to rzeczywiście lepiej brzmi. Woznica kojarzy
tu przebywać. Ludzie o dobrych sercach.
się właściwie z koniem, prawda?
Strażnik Słońca przysłuchiwał się ich rozmowie z lek�
Villemann chciał zapytać, czy mają też konie, ale akurat
kim uśmiechem. Kiwał małej przyjaznie głową. Ona uspo�
znalezli się poza granicami osady i zainteresowały go inne
koiła się i mocno trzymała braciszka Jonasa za rękę.
rzeczy. Kierowca przyśpieszył, włosy pasażerów powiewa�
- Jonasa również gospodarze zaprosili - zapewnił )A
ły teraz na wietrze, a oni dyskretnie chwycili się mocniej
Villemann. - Zresztą zaprosili nas wszystkich.
oparć. Wciąż rozglądali się za zbłąkanym cielęciem.
Dziewczynka westchnęła z drżeniem, a na jej wargach
Lecieli ponad urodzajnymi polami z żółtozłocistym zbo�
ukazał się pełen szczęścia uśmiech.
żem, nad wspaniałymi, pokrytymi kwieciem wzgórzami
W drugiej gondoli powietrznej widzieli Tiril, Erlinga
i nad liściastymi zagajnikami. W oddali na wysokich zbo�
i Theresę. Wszyscy troje sprawiali wrażenie, że otrząsnęli
czach widzieli Srebrzysty Las. A ponieważ nauczyli się już
się już ze zdumienia. Teraz siedzieli spokojnie i pokazywa�
rozróżniać kierunki świata, wiedzieli, że leży na wschodzie.
li sobie nawzajem różne ciekawe rzeczy w dole. Nero, wy�
Tam gdzie ciemności?
prostowany, z wytrzeszczonymi oczyma, nie odstępował
Pewnie dlatego kierowcy nie jechali w tamtą stronę, ale
ani na krok Tiril. Taran była przekonana, że wbił mocno
^e wprost przeciwną. Taran przeniknął dreszcz. Dlacze�
pazury w podłogę gondoli.
go te ciemności ją tak przerażają?
- Spójrzcie, główna ulica - pokazywał Uriel. - Znajdu�
- Czy nie moglibyśmy zajechać na Zachodnie Aąki?
ją się tam wszelkie sklepy, jakie tylko można sobie wyO"
~ Zapytał Uriel. - Do Rafaela i pozostałych.
brazić. O! Tam sprzedają gotowe ubrania, a tam artyku-
- Pózniej. Najpierw obejrzymy sobie stolicę.
88
89
- Czy mamy na to czas? - zaniepokoiła się Taran. - W sto�
w pogodny dzień. Jednak ów blask trwa tutaj i we dnie,
licy raczej nie znajdziemy cielęcia.
i w nocy. Dziś rano Uriel obudził się, kiedy Taran jeszcze
- Masz rację, Taran, przyjaciółko zwierząt. Miasto mo�
spała, i widział, jak okna w kopulastym suficie się otwie�
że poczekać.
rają wolno i bezgłośnie. Kiedy kopuła była szczelnie za�
Kierowca gondoli zatoczył łuk nad bajecznie piękną
mknięta, pokój tonął w ciemnościach.
doliną i ciemnymi lasami na otaczających ją wzgórzach.
- Tutaj osiedlili się wasi przyjaciele elfy i inne istoty
A zatem na dworze wciąż jest jasno?
natury - wyjaśnił Strażnik Słońca. - Spotkali tu wielu po�
Będzie to musiał sprawdzić dzisiejszej nocy.
bratymców z dawnych czasów.
Przelatywali nad kwiatami, jakich nigdy przedtem nie
- To znakomicie - ucieszyła się Taran. - A Madragowie?
widzieli, nad niewielkimi leśnymi jeziorkami, zabarwio�
- Ach, oni - uśmiechnął się Strażnik Słońca. - Nigdy
nymi na złoto tak jak niebo w górze, mijali niewielkie
jeszcze nie widziałem równie szczęśliwych i radosnych
wioski i grupy domów zbudowane w jakimś starszym [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • thierry.pev.pl
  •